• Wywiady.

    14. Jun. 2008, 8:48

    Wywiad (Metro)

    Jesteście już ponad 25 lat na scenie...
    Adrock - Ależ nie, nie jesteśmy cały czas na scenie.
    MCA - A już na pewno nie 25 lat. Swoją drogą fajne byłoby pytanie:
    Chłopaki ile lat spędziliście tylko na scenie?.

    Chłopaki ile lat spędziliście tylko na scenie?
    Mike D - Nie jesteśmy jak James Brown, trzech koncertów dziennie nie gramy, ale
    jestem przekonany, że jeśli chodzi o koncertowanie, stanowimy światową czołówkę.

    Podejrzewaliście, że ludzie w dalekiej Polsce będą skandować "Beastie Boys" na koncertach?
    Adrock - Szczerze? Byłem tego pewien. Ale, że będą krzyczeć Adam Horowitz. Ale skandowanie Beastie Boys też jest miłe.

    Nie nudzi was to?
    MCA - Zupełnie. Dopóki ludzie kupują nasze płyty, dopóki reagują na naszą muzykę tak jak tu - możemy grać jeszcze baaaardzo długo.

    60-letni Beastie Boys?
    Adrock - Na wózkach. Z troskliwą opieką pielęgniarek!
    MCA Ja już nie mogę doczekać się starości... Nie musiałbym wtedy już skakać po scenie.

    A wtedy też przyjedziecie do Polski?
    MCA - Pewnie nam nie uwierzysz, ale doskonale pamiętamy, kiedy byliśmy tu bodajże w 1995 roku i graliśmy koncert w wielkim namiocie. Warszawa wyglądała niesamowicie, morze szarych bloków, dziwne budynki. Nigdy tego nie zapomnę.
    Mike D - Jeśli mielibyśmy zrobić Top 10 naszych koncertów, ten z Warszawy na pewno by się tam znalazł. Mieliśmy fałszywy alarm bombowy, przyszedł do nas jakiś gość i mówi: "Możecie nie grać, ale wtedy wybuchnie wielka awantura". To co mieliśmy zrobić? Daliśmy z siebie wszystko.
    Adrock - Teraz Polska wydaje się nam zupełnie innym krajem. Dużo się zmieniło, prawda?

    Bardzo, ale wciąż jesteśmy w ogonie Europy.
    Adrock - Dlaczego?

    Zarabiamy średnio cztery razy mniej niż na przykład Niemcy.
    MCA - Powinniście ich ograbić, skopać im tyłki, poważnie. Nie jestem za rozwiązaniem siłowym, ale należy się wam. Beastie Boys was poprą!

    Może najpierw powiecie coś o trasie koncertowej z Madonną...
    MCA - Wszyscy na nas gwizdali i wyzywali.
    Adrock - Tak to było coś, nasłuchaliśmy się wtedy, jacy jesteśmy beznadziejni. W pewnym momencie menedżer Madonny chciał nas wykopać.
    Mike D - A najlepsze było, że ona powiedziała: "Chłopaki, robicie kawał dobrej roboty. Musicie zostać".

    Zaczynaliście od punka, potem wzięliście się za hip-hop, teraz nagraliście instrumentalną płytę. Co dalej?
    MCA - Nagramy coś operowego, Mike ma piękny glos i lubi się przebierać.
    Adrock - A ja gram na fagocie.
    Mike D - Nagramy coś takiego na koniec kariery.

    A skąd taki rozstrzał - od punka do hip-hopu?
    Mike D - Dla mnie to normalne. Słuchałem punka i nadal to robię, ale gdy usłyszałem pierwszy hiphopowy bit, wiedziałem, że to coś dla mnie. To bardzo podobne gatunki, nie sądzisz?

    Mam nieco inne zdanie na ten temat.
    MCA - Nie chodzi mi o podobieństwo muzyki, ale o jej siłę, szczerość i łatwość. Płyty Wu-Tanga to przecież punkowa petarda.

    Szkoda, że hip-hop jest teraz przede wszystkim łatwy. Z lanserskimi klipami, plastikowymi bitami.
    Adrock - Mnie to nie przeszkadza, lubię ładne bryki, seksowne kobiety i tłuste bity.
    MCA - Pewnie, że to już nie to samo, ale skoro ludziom się podoba, to nie rozumiem tego lamentu nad upadkiem hip-hopu.

    Hip-hop nie umarł?
    Adrock - Spójrz na naszego dj MixMasteMike'a i powiedz: Rap umarł.
    Mike D - Na koniec chciałbym przeprosić wszystkich za pogodę w Gdyni. Kurwa, to nie nasza wina, ale jest nam głupio, że tak zmokliście. Z drugiej strony, wiemy, że jesteście jedyni w swoim rodzaju.


    Z Mike D, Adrockiem i MCA, czyli Beastie Boys, rozmawiał Maciej Baranowski.

    Źródło: Metro


    Wywiad (Dziennik)

    "To fantastyczna impreza" - tak muzycy ze znanego zespołu Beastie Boys oceniają festiwal Heineken Open'er. Nie ukrywają też słów uznania dla publiczności - pisze DZIENNIK.


    Jak oceniacie Open'er Festival?

    Adrock - Znakomita impreza. Fantastycznie było znów wrócić do Polski. Przedwczoraj i wczoraj grało nam się sto razy lepiej niż podczas naszego poprzedniego koncertu w Warszawie przed 13 laty.

    Mike D - Nie przesadzaj, ja tamten występ wspominam dobrze. Wprawdzie niewiele było słychać, ale za to atmosfera była fantastyczna. Publiczność reagowała bardzo żywiołowo.

    MCA - O tak. I to do tego stopnia, że - o ile pamiętam - musieliśmy na chwilę przerwać koncert, bo pot skraplał się na suficie i padał na instrumenty. Warszawski występ zapamiętałem jako jedną z naszych najbardziej siermiężnych przygód koncertowych. Tym razem nie padało, ale lało. Na szczęście Beastie Boys mają chody w niebie i kiedy wyszliśmy na scenę, rozpogodziło się. (śmiech)

    Adrock - Mówiąc szczerze, wolimy występować w zamkniętych pomieszczeniach, dla mniejszej publiczności. Na festiwalach takich jak ten ze sceny praktycznie nie widać, dla kogo gramy. Zamiast twarzy widzisz tylko falujący, bezkształtny tłum.

    MCA - W dodatku od stóp do głów umorusany w błocie. (śmiech)

    Adrock - Festiwale niby są fajne: fani bawią się i tańczą, ale my na scenie czujemy się od nich odcięci, ponieważ scena jest umieszczona na takiej wysokości, która praktycznie uniemożliwia bardziej fizyczny kontakt. Zupełnie jakby nasi fani byli z Marsa, a my z Wenus.

    MCA - Albo odwrotnie. (śmiech)

    Mike D - Tak właśnie było w sobotę, podczas naszego koncertu na Głównej Scenie widzieliśmy roztańczone tysiące ludzi, ale pozostał nam niesmak, bo nie mogliśmy poczuć tej fantastycznej energii.

    Adrock - Ja podziwiam te tysiące ludzi, którzy w ulewie czekali na nasz koncert. Przepraszam za ten deszcz, ale to naprawdę nie nasza wina. (śmiech)


    Gwiazdą tegorocznej edycji Open'er Festival byli Beastie Boys. Legendarny squad z Nowego Jorku. Panowie wystąpili przed polską publicznością dwa razy. W przerwie udało nam się ich dorwać w hotelu. Zgodzili się na krótki wywiad. Prawdę mówiąc nie mogłem opanować nerwów, przecież rozmawiałem z Beastie Boys!

    Beastie Boys to Adrock aka Adam Horovitz, Mike D aka Michael Diamond i MCA aka Adam Yauch. W formacji udziela się również znakomity turntablista Mix Master Mike. Panowie są żywym przykładem na to, że nawet po trzydziestu latach spędzonych na scenie można tryskać energią, humorem i zachowywać się jak nastolatki. Zresztą, tego niedzielnego popołudnia "Bestialscy Chłopcy" byli w naprawdę fantastycznym humorze.
    Z Beastie Boys rozmawiał Funkyboy.


    Jakie są Wasze wrażenia po koncercie na Open'er Festival? Lubicie polską publiczność?

    Mike D - Tak, zdecydowanie. Dla nas występ w Polsce to była naprawdę duża sprawa - z dwóch powodów. Po pierwsze - ostatni raz w waszym kraju byliśmy podczas trasy "Ill Communication". Koncert był w Warszawie. Wtedy przyszło sporo dzieciaków w "pampersach", którzy teraz są już dziennikarzami piszącymi o muzyce. Zjawili się Ci, którzy wtedy mieli po 14-15 lat, a obecnie są ważnymi postaciami w branży muzycznej. Z tego co pamiętamy tamten koncert był imprezą branżową. Najwyraźniej zasialiśmy ziarenko w ich głowach. Być może to właśnie tamten koncert spowodował, że zainteresowali się muzyką i zostali dziennikarzami, którzy o niej piszą. Po drugie - występ w Polsce jest dla nas szczególnie ważny, bo dawno tutaj nie byliśmy. Poza tym jestem z pochodzenia Polakiem. Dokładnie w 25%.
    MCA - Z kolei mój dziadek pochodzi z Galicji, z Krakowa, która jest teraz częścią Austrii... Tam się urodził i potem wyemigrował do USA.

    Moment, Galicja jest teraz częścią Polski!
    MCA - Naprawdę? Ktoś mi powiedział, że należy do Austrii.
    Mike D - Ten, który Ci to powiedział okłamał Cię. Pewnie chcieli Cię pocieszyć.

    Zaczynaliście swoją karierę od grania hardkorowego punka, potem zmieniliście styl na rap. Co było głównym powodem decyzji o zmianie stylu?

    Mike D - Słuchaj, pewnie jesteś fanem muzyki, tak samo jak ja. Kiedy dorastałem miałem bzika na punkcie punka. Miałem też starszych braci, którzy słuchali zupełnie innej muzyki. Po prostu punk był moją muzyką.
    MCA, Adrock - Ale to nie jest tylko Twoja muzyka?!
    Mike D - No moja... to ja Was zaraziłem punkiem, sprzedałem Wam go kawałek po kawałku. Następnie słuchałem reggae. Potem usłyszałem muzykę, która nie miała jeszcze swojej nazwy. Koleś nawijał do podkładu. To miało w sobie moc i energię. To było właśnie to! To właśnie z powodu tej energii rap nie różni się od punka.
    Adrock - A czemu do tej listy nie dodałeś jeszcze country? (śmiech)
    Mike D - Punk to moja muzyka. Niestety nie jestem właścicielem rapu.
    Szkoda, bo byłbym teraz bardzo bogatym człowiekiem.

    Jaki był pierwszy numer rapowy, który usłyszeliście? To było coś Sugarhill Gang, a może Marley Marl?

    Mike D - Nie jestem pewien. Nie pamiętam dokładnie. Być może był to właśnie "Rappers Delight" Sugarhill Gang. Wydaje mi się jednak, że to był jednak Kurtis Blow i "Christmas Rappin".
    Adrock - Jeśli pytasz o pierwszy rapowy numer, który usłyszałem, to był "Rapper's Delight". Usłyszałem ten numer w radiu. To było w pizzerii na Brooklynie. Urwałem się ze szkoły, poszedłem coś zjeść i usłyszałem ten kawałek.

    Rap i punk mają coś wspólnego. To przede wszystkim muzyka buntu. Przeciwko czemu warto teraz się buntować?

    MCA - Na pewno przeciwko wojnie w Iraku. W ogóle przeciwko polityce i politykom. Jest wiele powodów, dla których warto ich krytykować. (Właśnie wtedy do sali konferencyjnej, gdzie nagrywaliśmy rozmowę weszły dzieciaki - Skyler i Davies - przyp. red.)
    Adrock - Dobrze jest, gdy dzieci buntują się przeciwko rodzicom i tego właśnie próbuję nauczyć te dzieciaki.

    Nagraliście nową płytę, która jest w 100% instrumentalna. Ma funkowe brzmienie. Jest ciężka linia basu. Kto wpadł na ten pomysł?

    MCA - To był jego pomysł, będę to powtarzał za każdym razem. To był po prostu pomysł Mike'a.
    Mike D - Chcieliśmy zrobić coś innego. Nasz ostatni album był stricte
    rapowy. Postanowiliśmy zatem pokombinować w trochę inny sposób.
    MCA i Adrock - Nam się ten pomysł spodobał i zrobiliśmy to.

    To chyba Wasza pierwsza, w całości instrumentalna, płyta.

    MCA - Właściwie to nie. Mieliśmy już jeden instrumentalny album. W 1995 r. wydaliśmy krążek "In Sounds From Way Out". To była jednak kompilacja instrumentalnych numerów z poprzednich płyt, które wtedy nagraliśmy i które zostały wydane na innych albumach. "The Mix-Up" jest zatem pierwszym takim albumem, w pełni instrumentalnym. Jako coś nowego i jako całość. Kiedy nagrywaliśmy kawałki na ten krążek, to po każdej wizycie w studiu,coraz bardziej nam się to podobało. Coraz bardziej i bardziej... i tak zostało.

    Być może Wasza muzyka jest tak dobra, że nie potrzebuje słów...? Po prostu obroni się bez tekstu...

    Mike D - Chcieliśmy tym albumem wyprzedzić wózek wypełniony gwiazdami.
    Chodzą słuchy, że tacy artyści jak Mariah Carey, Paula Abdul, Eminem, Madonna.
    Lil' Jon planują wydać instrumentalne, jazzowe płyty. Nie zapominajmy też o Yanni, który już coś takiego zrobił. Jednak prekursorem był Kenny G., więc to właśnie on przetarł szlak...

    Czy uważacie, że istnieje coś takiego jak "muzyczna emerytura"? Kiedy artysta powinien zejść ze sceny?

    Mike D - Dobrze jest wychodzić na scenę, gdy ludzie cały czas bawią się przy twojej muzyce. W sumie nie wiem kiedy jest czas na emeryturę. Wydaje mi się, że wtedy, gdy powiedzą to tobie ludzie, słuchacze. Bardzo podoba mi się pewien
    obrazek, który mam teraz przed oczami. We trójkę siedzimy na wózkach inwalidzkich i sobie nimi rytmicznie śmigamy, a pielęgniarki z domu starców nas gonią i uspokajają. Niestety nie jestem pewien czy pozwolą nam rapować w domu starców.
    Adrock - Byśmy tam występowali! Bez problemu zapewnialibyśmy wszystkim
    zgromadzonym rozrywkę, a seksowne pielęgniarki nam by w tym pomagały.

    Niektórzy porównują Beastie Boys do kabaretu... Śmieszą was te porównania czy może chcielibyście położyć im kres?

    Adrock - Kabaret? O nie..., ty tego z pewnością nie wymyśliłeś? Ja wiem? To jest jakieś szaleństwo. Kto to powiedział? Zgadzasz się z tym? O jaki kabaret Ci chodzi? Chyba nie o taki, gdzie wykonawcy są nadzy. Bo ja się rozbieram, ale jedynie wtedy gdy jestem sam i chcę wziąć prysznic.
    MCA - W sumie kiedyś zrobiliśmy taki motyw, który można uznać za kabaret. Kiedyś, zanim świat usłyszał o Matis Yahu, to mieliśmy swoje przedstawienie, w którym byliśmy przebrani za ortodoksyjnych Żydów i przerabialiśmy żydowskie piosenki na rap. Śpiewaliśmy, że "jesteśmy małymi, żydowskimi braćmi, itd.". Zrobiliśmy kilka takich przedstawień, ale to wszystko.

    Wybaczcie słowo "kabaret", ale przeczytałem taką rzecz w internecie. Chodziło o coś innego. W Polsce ludzie mówią na to kabaret, w USA - "stand up". Chciałem poznać Wasze zdanie na temat takich komentarzy, które można znaleźć w sieci.

    Adrock - Lubię kabarety. Myślę, że w pewnym sensie jesteśmy podobni do kabaretu. Reprezentujemy wiele różnych stylów. W naszych występach pojawiają się teatralne akcenty - oświetlenie, dym... itd. Tak, jesteśmy w pewnym sensie kabaretem i doceniam tę opinię, jeśli została użyta jako pozytywne określenie. Powiem wam, że jest kilka takich stron internetowych, które obrzydliwie kłamią na mój temat. Przykładowo, zdradzają tajemnice moich ćwiczeń fizycznych, które są moją tajną bronią. Nie ufam niektórym stronom internetowym. Takie paplanie na nasz temat nie zmienia w ogóle mojego stosunku do naszych fanów, w tym również polskich, których bardzo szanuję.

    Ok. Ostatnie pytanie. Co chcielibyście przekazać polskim fanom?

    Mike D - Chciałbym powiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze - cześć wszystkim! Chciałbym też powiedzieć, że tęskniliśmy za Wami, bo dawno tu nie byliśmy. Dziękujemy za świetne przyjęcie w Warszawie i w Gdyni. Dzięki też za miłość jaką nam przekazujecie na koncertach. Tyle samo ciepła chcielibyśmy Wam oddać.
    Adrock - Przede wszystkim bardzo dobrze się tutaj bawiliśmy. Mamy nadzieje, że wrócimy tutaj i że stanie się to znacznie szybciej niż ostatnio.
    MCA - Chciałem tylko powiedzieć, że dla mnie to jest nie fair, że publiczność (na Open'er Festival - przyp. red.) nie skupiła na zespole Muse wystarczającej uwagi. Moim zdaniem, ludzie chodzący na festiwale powinni doceniać wszystkich artystów, nawet jeśli nie odpowiada im do końca muzyka, którą robią.
  • Biografie.

    14. Jun. 2008, 8:28

    Imię i nazwisko: Michael Diamond
    Pseudonim: Mike D
    Rola w zespole: wokal/perkusja
    Data urodzenia: 20.11.1965

    Mike D jest członkiem i założycielem grupy hip-hopowej Beastie Boys. Razem z Kingiem Adrockiem i MCA stanowią trzon tria z Nowego Jorku. Mike D zajmuje się w zespole rapowaniem, śpiewaniem i grą na perkusji.
    Mike D był założycielem i prezesem wytwórni płytowej Grand Royal Records, własnej wytwórni zespołu Beastie Boys. Wraz z Latch Brothers stworzył ścieżkę dźwiękową do gry Jet Set Radio Future na konsolę Xbox.
    Diamond był uczniem Vassar College w Poughkeepsie w stanie Nowy Jork przez sześć miesięcy. Plotka mówi, że został wyrzucony z niego po zrzuceniu beczki z 9. piętra wieży Jewetta. Jednak powszechnie uważa się tą opowieść za mit. Mike D jest żonaty z Tamrą Davis, reżyserem filmowym.

    Imię i nazwisko: Adam Nathaniel Yauch
    Pseudonim: MCA
    Rola w zespole: wokal/gitara basowa
    Data urodzenia: 05.08.1964

    Adam Nathaniel Yauch, znany jako MCA i Nathaniel Hörnblowér.Członek grupy Beastie Boys. Youch urodził się 5 sierpnia 1964 roku w Brooklinie. Uczęszczał on do Collegu Bard ale po czasie zrezygnował. Uczył sie grać na basie. Jego pierwszy występ odbył sie razem z grupą Beastie Boys gdy grali oni jeszcze hardcore punk zespołem Reagan Youth. Po swoich 17 urodzinach zaczął uczęszczać do Murrow High School w Midwood - sąsiedztwie Brooklynu. Gdy Yauch mial 22 lata producent Rick Rubin wzioł Beastie Boys pod swoje skrzdła i wtedy zrealizowali swój pierwszy album z wytwórnią Def Jam Records. Oprócz zespołu Yauch był jeszcze członkiem innych działalności. Mimo że jego rodzina była żydami Adam wyznawał Buddyzm, miało to wkład do jego politycznych aktywności. Należał do Free Tibet Movement. Jego żona Dechen Wangdu jest z Nowego Yorku a jej rodzice pochodzą z Tybetu. Adam ma z nią jedno dziecko. Pod pseudonimem "Nathaniel Hörnblowér" Yauch kierował wiele klipów Beastie Boys oraz film z koncertu "Awesome; I Fuckin' Shot That!" w 2006 roku.

    Imię i nazwisko: Adam Keefe Horovitz
    Pseudonim: Adrock
    Rola w zespole: wokal/gitara
    Data urodzenia: 31.10.1966

    Adam Keefe Horovitz znany jako King Ad-Rock lub Adrock, urodzony 31 października 1966 roku w Południowej Orange , New Jersey jest raperem gitarzystą, muzykiem, reżyserem i aktorem. Jednak najlepiej znany jako członek grupy rapowejBeastie Boys.
    Horovitz zaczął swoja karierę muzyczną w rockowym zespole, The Young and the Useless. Kiedy gitarzysta Beastie John Berry zrezygnował, Horovitz był oczywistym wyborem do zastąpienia go. Połączył się romantycznie z kilkoma artystkami wliczając w to Molly Ringwald, Ione Skye i Kathleen Hanna. Oprócz pracy z Beastie Boys Horovitz zajmuje się produkcją z BS 2000 i ma wyprodukowane albumy dla Teriyaki Boyz i Northern State.
    Przez jakiś czas zajmował się również karierą aktorską w filmach takich jak: Lost Angels, Roadside Prophets, i A Kiss Before Dying.

    Imię i nazwisko: Michael Schwartz
    Pseudonim: Mix Master Mike
    Rola w zespole: DJ
    Data urodzenia: 04.04.1970

    Mix Master Mike urodzony 4 kwietnia 1970 roku jest on Amerykańskim DJ i członkiem zespołu Beastie Boys. Naprawde nazywa się Michael Schwartz i urodził sie w San Francisco w Kaliforni.
    Mix Master Mike zrobil sie sławny po wygraniu New Music Seminar/Supermen Inc. w 1992 roku (walka DJ o Zwierzchnictwo Światowe w Nowym Jorku). Stał się pierwszym DJ zachodniego wybrzeża. W tym samym roku jego współdzielnia Rock Steady DJs wygrała światowe mistrzostwa DMC World DJ, wybierajac Mix Master Mike jako najwybitniejszego DJ w przemyśle. Tryumfem okazały się też Mistrzostwa DMC w 1993, tym razem w roli duetu z DJ Qbert. Praca Mix Mastera najbardziej była znany ze współpracy z Beastie Boys pracując nad albumem Hello Neasty (1998) i To The 5 Boroughs (2004). Mix Master Mike zostaje teraz na stale razem z Beastie Boys zastępując DJ Huragan który odszedł do Doctora Dre ( nie mylić z Dr. Dre). W 1994 roku po wygrywaniu trzech kolejnych mistrzostw świata DMC, Mix Master Mike i Q-Bert zostali poproszeni by opuścić dalszy konkurs, aby uniknąć monopolizowania tytułu mistrzowskiego. Po opuszczaniu Konkursu Świata DJ, MMM i Qbert zostali jurorami dla Mistrzostw DMC w 1995.Mike również pomógł współprodukować ich własne albumy, a w szczególności, "Wave Twisters". W 1995, został uhonorowany z Grand Wizard Theodore dożywotnią nagrodą za osiągnięcia z Międzynarodowej Federacji DJ. Współpracował on z artystami takimi jak Ozzy Osbourne, Tommy Lee, Rob Zombie, Fela Kuti i Joss Stone.
    Mix Naster Mike jest znany z jego skomplikowanych i rutynowych scratchy. Album solowy Mikego "Eye of the Cyklops" zostal najlepszym albumem elektronicznym w 2000 roku w Kaliforni.
  • Historia Beastie Boys.

    18. Mai. 2008, 16:53

    Historia Beastie Boys rozpoczęła się w 1979 roku, kiedy powstała grupa The Young Aborigines. Po dołączeniu do zespołu dwa lata później Adama Yaucha, muzycy postanowili zmienić nazwę na Beastie Boys. W skład formacji wchodzili wtedy: Adam Yauch (bas), Kate Schellenbach (perkusja), John Berry (gitara) i Michael Diamond (Mike D, wokal). Nazwa formacji miała oznaczać "Boys Entering Anarchistic States Towards Internal Excellence". Pierwszy koncert Beastie Boys zagrali w domu Berry'ego, z okazji siedemnastych urodzin Yaucha. Wkrótce muzycy zaczęli występować w roli suportu m.in. Bad Brains i Reagan Youth i nagrali pierwszy oficjalny materiał – EP-kę "Pollywog Stew". Muzyka, jaka znalazła się na płycie, była wypadkową punk rocka i hardcora. Wkrótce po premierze materiału zespół opuścił John Berry, a na jego miejsce przyjęto Adama Horowitza (Ad Rock), który grał wcześniej w The Young And The Useless. Mniej więcej w tym samym czasie Beastie Boys nawiązali współpracę z producentem Rickiem Rubinem, ograniczyli swój skład do trzech osób (Yauch, Diamond i Horowitz. Schellenbach podobno nie pasowała do wizji hiphopowej grupy, jaką zaplanował sobie Rubin) i zaczęli swoją przygodę z muzyką hiphopową.

    Pierwszym singlem wydanym dla należącej do Rubina wytwórni Def Jam była piosenka "Rock Hard", która zadebiutowała w 1984 roku. Rok później Beastie Boys zagrali trasę koncertową po Stanach z Madonną. Kilka miesięcy później muzycy ruszyli w tourneé w towarzystwie Run DMC, Whodini, LL Cool J, i Timex Social Club. Dzięki intensywnym koncertom, single "Hold It Now, Hit It" i "She's On It" zaczęły odnosić pierwsze sukcesy na amerykańskich listach przebojów. Pod koniec 1986 roku ukazała się pierwsza długogrająca płyta formacji, "Licensed To Ill". Jak się później okazało, był to najlepiej sprzedający się krążek hiphopowy lat 80. i jednocześnie pierwsza rapowa produkcja, która dotarła na szczyt listy przebojów "Billboardu" (utrzymała się na pierwszym miejscu przez pięć tygodni). Płytę promował singel "Fight For Your Right", do którego nakręcono teledysk w reżyserii Rika Menello. W ramach promocji płyty zespół ruszył w trasę koncertową, otwierając występy Public Enemy. Tourneé wywołało liczne kontrowersje, przede wszystkim ze względu na umieszczenie tancerek w klatkach i wykorzystanie wielkich, dmuchanych penisów jako elementów scenografii. Koncertom towarzyszyły również aresztowania, pozwy i oskarżenia wobec muzyków o prowokowanie publicznośc. Po sukcesie "Licensed To Ill" Beastie Boys rozstali się w Def Jam i podpisali kontrakt z wytwórnią Capitol Records. Prawdopodobnym powodem zakończenia współpracy z Rubinem był fakt, że producent namawiał Ad Rocka do rozpoczęcia solowej kariery, co nie spodobało się pozostałym członkom grupy. Już w ramach nowej umowy ukazała się druga płyta formacji, "Paul's Boutique". Krążek trafił na półki sklepowe 25 lipca 1989 roku i pomimo pochlebnych recenzji nie sprzedawał się tak dobrze, jak jego poprzednik. W wyniku nienajlepszych wyników sprzedaży, wytwórnia po pewnym czasie przestała inwestować w jego promocję. Za produkcję krążka odpowiadają Dust Brothers, którzy zapoczątkowali u Beastie Boys przygodę z samplowaniem. Ogółem na płycie zsamplowano około 105 piosenek, co doprowadziło też do wytoczenia muzykom procesu przez Gilberta O'Sullivana za nielegalne wykorzystanie fragmentu jego utworu. Album dotarł do 14. miejsca na liście "Billboardu", a promujący go singel "Hey Ladies" uplasował się na 36. pozycji "Billboard Hot 100". Ostatecznie płyta sprzedała się w liczbie ponad miliona egzemplarzy.

    Trzeci album Beastie Boys, "Check Your Head", został nagrany w należącym do muzyków studio G-Son w Kalifornii. Krążek ukazał się nakładem wytwórni Grand Royal, również będącej własnością Beastie Boys. Podczas sesji członków formacji wspomagał klawiszowiec Mark Ramos Nishita ("Keyboard Money Mark"). Był to również pierwszy raz, kiedy grupa współpracowała z inżynierem dźwięku Mario Caldato Jr. ("Mario C"), który pojawił się też na kolejnych krążkach zespołu. "Check Your Head" trafił do sklepów w 1992 roku i wkrótce zdobył w Stanach status podwójnej platyny, docierając do dziesiątego miejsca listy najpopularniejszych albumów "Billboardu". Promowały go single "So What'cha Want" i "Pass The Mic". Pod względem muzycznym album stanowił wyraźnie odejście od wypracowanej wcześniej przez Beastie Boys formuły, w kierunku zdecydowanie bardziej eksperymentalnym (w niektórych utworach słychać inspiracje jazzem, funkiem, a nawet punkiem).

    Dwa lata później premierę miała kolejna płyta formacji, "Ill Communication". Album zadebiutował na szczycie listy "Billboardu", a jako pierwszy promował go singel "Sabotage", do którego powstał teledysk w reżyserii Spike'a Jonze'a. Kolejne single pochodzące z płyty to "Get It Together" i "Sure Shot". 8 lutego tego samego roku ukazała się również kompilacja archiwalnych nagrań grupy, "Some Old Bullshit". Również w 1994 roku zespół zagrał obok Smashing Pumpkins jako gwiazda objazdowej trasy koncertowej Lollapalooza oraz wystąpił na trzech charytatywnych koncertach, z których zysk został przekazany na rzecz obrony praw człowieka w Tybecie. Przez następny rok muzycy intensywnie koncertowali, m.in. w Południowej Ameryce i Azji, a do sklepów trafiła płyta "Aglio e Olio", na której znalazło się osiem szybkich, hardcorowych piosenek o łącznym czasie trwania około 11 minut. Rok później premierę miała kompilacja "The In Sound From Way Out!", zawierająca instrumentalne, jazzowo-funkowe kompozycje. W 1997 roku muzycy wrócili do Nowego Jorku, gdzie rozpoczęli pracę nad albumem "Hello Nasty". Do zespołu dołączył też didżej Mix Master Mike. Krążek dotarł do pierwszego miejsca list przebojów w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Australii, Holandii, Nowej Zelandii i Szwecji i przyniósł Beastie Boys nagrody Grammy w 1999 roku w kategorii Najlepsza Płyta Alternatywna i Najlepszy Utwór Rapowy ("Intergalactic"). Klip do piosenki zdobył również nagrodę podczas gali MTV Video Music Awards w tym samym roku. W 1998 roku zespół udostępnił w Internecie pliki z zapisem swoich koncertów, lecz wytwórnia Capitol zmusiła muzyków do ich usunięcia. W gazecie "The Wall Street Journal" pojawił się artykuł, w którym opisano fakt publikowania plików z muzyką formacji w sieci. W 1999 roku zespół zagrał na imprezach charytatywnych, z których zyski przekazano na rzecz Tybetu. W tym samym czasie do sklepów trafiła dwupłytowa kompilacja najlepszych nagrań Beastie Boys, zatytułowana "The Sounds Of Science". Na albumie znalazła się też premierowa piosenka, "Alive", która dotarła do jedenastego miejsca na liście "Billboardu". W 2000 roku zespół miał wziąć udział w trasie koncertowej Rhyme And Reason u boku Rage Against The Machine, lecz Mike D uległ wypadkowi podczas jazdy na rowerze i musiał przejść operację. Po powrocie do zdrowia muzyk nagrał płytę "Country Mike's Greatest Hits", której nakład rozdał członkom rodziny i znajomym. Z kolei projekt Horowitza, BS 2000, wydał krążek "Simply Mortified" (2001).

    Po zamachu z 11 września 2001 roku Beastie Boys podjęli się organizacji koncertu New Yorkers Against Violence, na którym wystąpili jako jedna z gwiazd. Rok później muzycy rozpoczęli budowę nowego studia nagraniowego, Oscilloscope, na Manhattanie. W tym czasie rozpoczęli też pracę nad nowym albumem. W 2003 roku w sieci pojawił się nowy utwór formacji, "In A Word Gone Mad", który był protestem przeciwko wojnie w Iraku. W kwietniu tego samego roku kompozycja stała się najczęściej ściąganą piosenką w sieci. 15 czerwca 2004 roku premierę miał album "To The 5 Boroughs". Była to pierwsza płyta wyprodukowana samodzielnie przez muzyków. Krążek dotarł do pierwszego miejsca listy przebojów "Billboardu", drugiego w Wielkiej Brytanii i Australii i trzeciego w Niemczech. Promujący go singel "Ch-Check It Out" również radził sobie bardzo dobrze w zestawieniach najpopularniejszych utworów. Album wzbudził jednak wiele kontrowersji wśród fanów, którzy utrzymywali, że po włożeniu krążka do napędu CD-Rom, automatycznie instalował się program typu Spyware. Muzycy stanowczo temu zaprzeczyli.Beastie BoysIll CommunicationHello NastyLicensed to IllTo The 5 BoroughsCheck Your HeadPaul's BoutiqueSolid Gold HitsSome Old BullshitThe In Sound From Way Out!The Mix-UpAglio E OlioThe In Sound From Way OutStrona OficjalnaAnthology: The Sounds of Science (disc 1)Licence To IllAnthology: The Sounds of Science (disc 2)New York State of Mind (Mixed by DJ Green Lantern)