Witam bardzo serdecznie!
Nazywam się Godlewski Filip (jakież to oficjalne) i być może będę prowadził w przyszłości na tejże stronie swój dziennik z przemyśleniami muzycznymi, filozoficznymi i co mi się na myśl nasunie. Postaram się pisać z sensem i zdecydowanie na temat, ale nie ręczę, że wszystko mi się uda. Co ma być to będzie.
To może w ramach wstępu takie małe Curriculum Vitae (głównie w sferze muzycznej).
Kwestia osłuchania
Urodzony 29.02.1992r. we Wrocławiu, w Polsce (chyba dość łatwa do zapamiętania data, zważywszy na to, iż jest ona raz na 4 lata). Swoją przygodę z muzyką rozpocząłem już w najmłodszych latach. Nie pamiętam czego wtedy słuchałem, lecz sądzę, że była to Majka Jeżowska, Pan Yapa i inni pozytywni ludzie. Z początku bardzo ciągnęło mnie do muzyki pop. Jednak nie stroniłem również od folkloru. W zasadzie pseudo folk, bo z początku słuchałem tylko Golec uOrkiestra i BRAThANKI, jednak bardzo pozytywnie przyjąłem płytę Kayi (Kayah), którą nagrała z Bregovićem w 1999 roku. Już wtedy specjalnie się nie ograniczałem w stylach muzycznych, uwielbiałem rock i poezję śpiewaną, zwłaszcza Erica claptona i Raz, Dwa, Trzy.
Oczywiście prócz takiej muzyki po rodzicach, to interesowałem się hip hop'em, zwłaszcza grupami jak: Paktofonika, Eminem, Coolio, Puff Daddy etc. I żeby nie było - jako dziecko wychowane w zasadzie na mtv, miałem niesamowity dostęp do wszechobecnego pop'u. Wolę nie wymieniać artystów, których wtedy uwielbiałem, bo byłoby ich zbyt dużo!
Taki chyba największy przełom w moim życiu to była czwarta klasa podstawówki. Moja siostra dostała wtedy od kuzyna z Niemiec płytę grupy Metallica "St. Anger", którą postanowiłem przemęczyć. Jeszcze wtedy wręcz nienawidziłem metalu, jednak chciałem słuchać muzyki jak moja siostra, dlatego postanowiłem się "potorturować". Poskutkowało. Metal mi się spodobał, zacząłem słuchać System of a Down, Slipknot, a po pewnym czasie poszukiwałem coraz cięższych brzmień. Poznałem grupę Apocalyptica, Soulfly (dopiero później Sepultura), Vader, Cannibal Corps, Finntroll, Ensiferum, Manegarm, Sphere... I chyba dopiero tutaj się zatrzymałem. Trwało to około 6 lat (oczywiście poznałem więcej zespołów - podałem tylko te najbardziej "kluczowe").
Dopiero na wakacjach pomiędzy 3 gimnazjum a 1 liceum zacząłem poznawać coś innego... Prawdopodobnie dlatego, bo stara muzyka zaczęła mi się nudzić! Natrafiłem na elektronikę. Właściwie to mój ojciec natrafił, ponieważ gdy przeglądał szufladę z płytami, to znalazł płytę Amon Tobina - Bricolage. Miałem wtedy manię na szybkie brzmienia, dlatego od razu podłapałem ten styl i zacząłem poszukiwać podobnych, w czym pomógł mi mój kolega.
Niewiele wcześniej, zanim owładnęła mnie mania elektroniki, zainteresowałem się jazzem. Na warsztatach perkusyjnych odbywających się w Zakopanem, gdzie uczył mnie grać na perkusji Cezary Konrad poznałem zespół Anna Maria Jopek, było to coś dla mnie niemalże nowego, taki impuls do działania. Przeglądając zasoby YouTube.com "wpadłem" przypadkowo na Hiromi Uehara. Styl dość rockowy, który bardzo mi odpowiadał. No i zaczęło się. Powróciłem na chwilę do swoich "korzeni", tj. folkloru, by poznać zespół "Kapela ze wsi Warszawa" i rozpocząłem ze zdwojoną siłą poszukiwać nowych brzmień, aż dzisiejszego ranka zarejestrowałem się na Last.fm.
Percypowanie muzyki
Tu już na szczęście historia będzie krótsza.
Nie pamiętam co było przed moim siódmym rokiem życie, lecz gdy właśnie ten wiek osiągnąłem, postanowiłem pójść w ślady mojej siostry, tj. nauczyć się grać na fortepianie, jednak zastrzegałem się, że nie chcę iść do szkoły muzycznej, a jedynie do ogniska muzycznego... Bałem się występów publicznych i egzaminów. Więc naukę rozpocząłem. Uczyłem się wtedy aż do 6 klasy podstawówki, jednak prawda jest taka, że kręciło mnie to tylko przez pierwsze lata. Nie wiem dlaczego, po prostu nie czułem tego instrumentu, ogarniała mnie pewna niechęć. Tak więc nie osiągnąłem zbyt wiele, a większość i tak zapomniałem. To chyba dość popularne podejście w tak młodym wieku. W pierwszej gimnazjum nastąpił przełom. Znów moja siostra okazała się dla mnie autorytetem, ponieważ tak jak ona zacząłem grać na instrumentach perkusyjnych (dodam tylko, że moja siostra w przeciwieństwie do mnie ukończyła szkołę I stopnia na wydziale Fletu poprzecznego i chyba fortepianu).
To był niemalże skok milowy. Nabrałem niesamowitych chęci do muzyki. Do nauki. Rytm to było coś, co mnie absolutnie ogarnęło. Wprawdzie wtedy grałem zaledwie na zestawie perkusyjnym (aktualnie skupiłem się na werblu, lecz nie omieszkam poznać tajniki idiofonów jak np. Marimba, Ksylofon czy Wibrafon) i niektórych perkusjonaliach, które wpadły mi w ręce, jednak to się pomału zmienia.
W klasie pierwszej liceum spróbowałem podjąć jeszcze jedną próbę nauki grania na fortepianie. Niestety znów bez skutku, ale nie poddaję się.
Od czasu do czasu grywałem na gitarze, jednak wiele się nie nauczyłem, ponieważ myślami zawsze byłem przy perkusji... jest to takie moje uzależnienie.
Przyszłość
Co będę robił w przyszłości? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Postaram się tworzyć swój dziennik na "laście", a czy mi się to uda... Cóż, zobaczymy!
Pozdrawiam!
Filip "Golden" Godlewski
Wrocław, 30 czerwca 2009 roku



























