Do Gdyni przybyliśmy 3 lipca około godziny 11. Na początek zjedliśmy tradycyjną pizze, wypiliśmy kolejny browar by następnie udać się na pole namiotowe, gdzie nastawialiśmy się na przynajmniej godzinną kolejkę do zameldowania się na campingu. Ku mojemu pozytywnemu zdziwieniu kolejki prawie nie było a na zameldowanie czekaliśmy zaledwie 10 minut. Po następnych dwóch godzinach w gorącym słońcu mieliśmy rozbite 3 namioty i ruszyliśmy na plaże gdzie siedziała reszta ekipy. Potem wieczorem browarki etc.
Pierwszy dzień festiwalu (dla mnie) koncertowo rozpoczął się około 18.30 od koncertu Mitch & Mitch. Super pozytywna mieszanka country, punk rocka i eksperymentalnego grania połamana rytmami została bardzo dobrze odebrana przez dość sporą jak na tą godzinę publiczność (biorąc pod uwagę, że na głównej scenie od 19.00 grały Muchy). Koncert jak najbardziej pozytywny i nie zapomniane „one finger solo” sprawiły, że moje wejście w tegoroczny festiwal było „z bananem na ryłu”. …